Going long czyli zmiana z dystansu Olimpijskiego na Iron
- Ania, ty nie potrafisz. Musisz zrobić Ironman! No właśnie, tak mi kiedyś koleżanka pojechała po kobiecym ego, ze poszlo mi w kosci. Po trzech latach przygotowań, treningow i startow stwierdzilam, ze czas aby zrobic cos a'la Half IM albo IM. Zapisałam się na dwa- nie bylabym soba, gdybym nie poszla na calosc. Treningi ruszyly pelna para. Szlo mi coraz lepiej i robilam sie coraz silniejsza. Wiedzialam, ze cel jest coraz blizej - jeszcze 8 miesiecy- zartobliwie do siebie mowilam podczas kazdego treningu wiedzac ze przeciez zostalo zdecydowanie mniej. Kazdy dzien oznaczal dla mnie cos innego- byly dni na trening i dni na odpoczynek. Dni na spotkania z kolezankami i dni na ksiazke. Byly tez i takie dni, w ktorych robilam NIC. Ile bylo tych dni- w zaleznosci od tygodnia albo mialam jeden dzien wolny albo w ogole... Tak.... hmmmm.... jako trener wiedzialam, ze cos zaczyna sie dziac. widzialam to po swoich wynikach i czulam to w miesniach. Coraz ciezej wstawalam z lozka... Coraz boles...